stopnia je zapewniają. Czasem nawet więcej - ratują życie. Mamy na to
mnóstwo przykładów. Statystycznie jednak korzyści płynące ze stosowania
tych "akcesoriów bezpieczeństwa" są mniejsze, niż byśmy tego oczekiwali
Zapinanie pasów podczas jazdy, zarówno przez kierowcę, jak i pasażerów,
jest prawem obowiązującym dziś w ponad 80 krajach. Panuje pogląd, że
przestrzeganie tego przepisu ocaliło tysiące ludzi. Okazuje się jednak,
że nie całkiem. Mimo wprowadzenia przepisu, który miał zwiększać
bezpieczeństwo, mimo jego przestrzegania, liczba śmiertelnych ofiar
wypadków nie spadła. Naukowcy porównywali ich liczbę w 13 krajach, w
których prawo wymaga zapinania pasów podczas jazdy, z liczbą zabitych w
czterech krajach, gdzie nie trzeba zapinać pasów. Co się okazało? Więcej
ludzi straciło życie na drogach, na których pasy trzeba mieć zapięte,
niż tam, gdzie przepis ten nie obowiązywał. Raport brytyjskiego wydziału
transportu przeprowadzony na zlecenie rządu głosi, że "w ośmiu
europejskich krajach wprowadzenie w latach 1973-76 obowiązku zapinania
pasów nie spowodowało zauważalnych zmian w śmiertelności na drogach".
Niepokojąco natomiast wzrosła w tym czasie liczba śmiertelnych ofiar
wśród innych użytkowników dróg - pieszych, rowerzystów, kierowców
pojazdów jednośladowych. W dwa lata po wprowadzeniu w Wielkiej Brytanii
przepisu o obowiązku zapinania pasów liczba ofiar śmiertelnych wzrosła w
tym kraju o 8 proc. wśród pieszych, o 13 proc. wśród rowerzystów i o 25
proc. wśród siedzących z tyłu i nieprzypiętych pasami pasażerów. Zdaniem
autorów badań przepisy nie zmniejszyły liczby ofiar, lecz jedynie
przeniosły ciężar ryzyka z dobrze teraz zabezpieczonych użytkowników
samochodów na innych użytkowników dróg.
Podobne zjawisko zaobserwowano w Szwecji - wraz z upowszechnianiem
zwyczaju jazdy z zapiętymi pasami nie spadła tam liczba śmiertelnych i
ciężko rannych ofiar wypadków. Przyczyna? Kierujący poczuli się
bezpieczniej i zaczęli jeździć szybciej, bardziej brawurowo, mniej
ostrożnie. I choć zwykle wychodzą z wypadków obronną ręką, odpowiadają
za wzrost śmiertelności wśród nieprzypiętych pasami pasażerów i innych
użytkowników dróg.
Jestem w pasach = = jestem bezpieczny
Dlaczego kierowcy zaczęli jeździć bardziej ryzykownie niż wcześniej,
zanim wprowadzono przepis o konieczności zapinania pasów? Zdaniem
naukowców każdy z nas czuje się najbardziej komfortowo przy określonym
poziomie ryzyka. Mówiąc inaczej, potrzebujemy określonej dawki
adrenaliny, lubimy czuć dreszczyk emocji. "Jestem zapięty pasami, tzn.
jestem bezpieczny. Skoro tak, mogę jeździć szybciej". W ten sposób
ustala się coś w rodzaju homeostazy, czyli równowagi (w przyrodzie
zachowanie stanu homeostazy np. przez żywe organizmy jest warunkiem ich
prawidłowego funkcjonowania).
Egzekwowanie "bezpiecznych" nakazów prowadzi do tego, że ludzie
przestają dostrzegać rozmiary ryzyka, tracą umiejętność jego oceny.
Kiedy zaś stwierdzą, że poziom ryzyka jest za niski, nieświadomie
zaczynają go sobie podwyższać. Okazało, się że ta hipoteza potwierdziła
się w innej sferze życia - w seksie.
Prezerwatywa nie pokona AIDS
Upowszechnienie się pasów bezpieczeństwa w latach 70. można porównać do
renesansu prezerwatyw, kiedy do ludzi dotarło, że zagrożenie wirusem HIV
to nie bajki. Nie ulega wątpliwości, że prezerwatywy w dużej mierze
chronią przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Trudno jednak
powiedzieć, by nawoływanie do korzystania z nich zmniejszyło tempo
rozprzestrzeniania się wirusa HIV. Najlepszym przykładem jest Tajlandia,
gdzie kampania promująca bezpieczny seks jest szczególnie silna.
Początkowo sądzono, że odnotowany w tym kraju spadek liczby nowych
zakażeń HIV jest efektem popularyzacji prezerwatyw. Wątpliwości
powstały, gdy podobny spadek stwierdzono w Ugandzie, gdzie kondomy nie
są tak popularne. To doprowadziło uczonych do wniosku, że przyczyną
zmniejszenia liczby zakażeń w Tajlandii jest raczej słabsze
zainteresowanie tzw. turystyką seksualną i usługami świadczonymi przez
prostytutki.
Dlaczego więc tak popularne obecnie prezerwatywy jakoś nie mogą
rozprawić się ze "wstydliwymi chorobami"? Uczeni widzą trzy możliwości:
hasła propagujące korzystanie z prezerwatyw najskuteczniej przemawiają
do osób, które i tak preferują bezpieczny seks, dlatego ich udział w
rozprzestrzenianiu się epidemii jest najmniejszy;
masowe korzystanie z prezerwatyw zwiększa liczbę przypadków zakażenia
spowodowanego ich uszkodzeniem;
mechanizm kompensacji ryzyka - prezerwatywa wywołała zmianę zachowań
seksualnych: zwiększając poczucie bezpieczeństwa, sprawiła, że nawet
osoby dotąd ostrożne mają więcej partnerów, w tym przypadkowych.
Kiedy w Kanadzie minister zdrowia wygłosił przed kamerami telewizyjnymi
przemówienie na temat zagrożenia AIDS, ankiety wykazały, że choć zdołał
on przekonać większość telewidzów do częstszego korzystania z
prezerwatyw, to nie wyperswadował im przypadkowych kontaktów
seksualnych. Z kolei z amerykańskich badań wynika, że wśród kobiet,
którym udaje się nakłonić swych partnerów do korzystania z prezerwatyw,
notuje się nawet wzrost zakażeń.
- Pasy nie przysporzyły bezpieczeństwa w taki stopniu, w jakim
sugerowałaby ich nazwa. Skoro "odgórna" interwencja spowodowała
zwiększenie ryzykownych zachowań u kierowców, to jest bardzo
prawdopodobne, że działania, które miały ograniczyć ryzyko związane z
seksem, mogą spowodować wzrost zachowań ryzykownych - podsumowuje autor
pracy w najnowszym "Lancecie" John Richens z University College Medical
School w Londynie. Dodaje: - Zapięte pasy zwiększają bezpieczeństwo
tylko do pewnego stopnia. Podobnie prezerwatywa - zwiększa
bezpieczeństwo poruszania się po drogach, ale nie po bezdrożach miłości
cielesnej.
AGNIESZKA FEDORCZYK
ZBIGNIEW LEW-STAROWICZ
seksuolog
Prezerwatywa daje złudne poczucie bezpieczeństwa, bo teoretycznie
pozwala na więcej. Reklamy przejaskrawiają pozytywne strony jej
stosowania. Przy takiej propagandzie zmniejsza się poczucie zagrożenia i
zwiększa się populacja osób aktywnych seksualnie. Człowiek jest istotą
przede wszystkim emocjonalną i odwoływanie się do jego racjonalności
jest złym pomysłem. Warto chwalić zalety prezerwatywy, ale jednocześnie
trzeba przypominać, że więcej kontaktów z wieloma partnerami zmniejsza
korzyści płynące z jej stosowania. Jednak to, że wiemy więcej, nie
oznacza, że lepiej tę wiedzę wykorzystamy.
Podobne przykłady naszego zachowania, do tych z pasami czy prezerwatywą,
można by mnożyć, np. zmieniamy opony letnie na zimowe i zamiast jeździć
jak dotąd ostrożnie i powoli, ciśniemy na gaz. Podobnie jest z
wydawaniem pieniędzy: zaoszczędzone z codziennego budżetu wydamy na
droższe wakacje.